Легенда: Наследие Драконов – бесплатная ролевая онлайн игра





Epoka tworzenia

Przybycie Twórcy, stworzenie Kosmosu, balans

Stróż siły twórczej Or'Werron i stróż siły niszczącej Tallaar

  Stróże, obdarzeni równą siłą, nie walczyli ze sobą, lecz podtrzymywali równowagę w Kosmosie i byli fundamentem wszystkiego, co zostało stworzone. To oni wprawili mechanizm Kosmosu w ruch, pogłębiali jego przestworza. Stróż siły twórczej dał gwiazdom światło, żeby jasno było w światach, posyłał wiatry, żeby orzeźwić przyrodę. Z kolei stróż siły niszczącej słał gromy i błyskawice, żeby ulewne deszcze karmiły wodą naturę, wyzwalał trzęsienia ziemi, tworząc na powierzchni światów góry i płaskowyże. Długo trudzili się wierni pomocnicy Twórcy, doskonaląc Kosmos. Do pomocy stworzyli sobie bogów, z których każdy władał określoną siłą i żywiołem, rządził życiem albo śmiercią.  
   Lajtir, bóg ognia i władca żywiołu ognia, odznaczał się niepokornym i surowym charakterem. W ułamku sekundy nieposkromiony Lajtir mógłby zgładzić cały świat. Łakome płomienie, posłuszne swojemu władcy, niszczyły wszystko co popadnie na swojej drodze. Bóg ziemi i głębin Gradon miłował wszystko, co piękne i tajemnicze. Gromadził we wnętrzu ziemi skarby, tworzył kamienie i minerały. Morskimi przestworami, leniwymi rzekami, lustrzanymi jeziorami i zwinnymi potokami władał bóg żywiołu wody Akwalon. To właśnie on decydował o tym, kiedy napoić ziemię wodą, czy stworzyć piękne wodospady czy też może lepiej posłać na ziemię gigantyczne, niosące śmierć i zniszczenie fale. Powietrzne przestworza były domeną boga Earona. Z łagodnych zefirków rodziły się huragany i tornada, niewinne obłoki przeobrażały się w czarne burzowe chmury. Earon nawigował powietrznymi potokami, a pomagały mu w tym żywiołaki powietrza. Każdy z bogów żywiołów stwarzał sobie te istoty, a one wiernie służyły swym władcom, energicznie wypełniając ich wszystkie polecenia. 
    Bogowie kreowali wspólnymi siłami świat, zaludniali go rozmaitymi istotami. W Kosmosie pojawiły się olbrzymie kreatury - skrzydlate, ziejące ogniem smoki, złe demony, minotaury, ogniste feniksy, golemy, centaury, jednorożce, gargulce, bazyliszki, gryfy i pegazy...          
Kosmos napełniał się życiem, dyszał, rozwijał się... 

 

    Przyszedł znikąd. Wyłonił się z niczego. Dusza materialnej i niematerialnej energii, esencja przyrody, inicjator i początek całego Kosmosu. Twórca.
    Na początku powiał wiatr. W nagiej przestrzeni nieznana mu była jeszcze co prawda droga i kierunek, ale już istniał, ten wiatr. Następnie zabrzmiała muzyka. To była pieśń bez nut, słów i tytułu. To była pieśń życia - życia, które zrodziło się w pustce. Brzmiała, niosła się i tańczyła z wiatrem, nie milknąc i zostawiając swój ślad w wiecznej przestrzeni. Nagle zaświeciła się iskra. Pierwsza, druga, trzecia. Małe migające punkty, których robiło się coraz więcej, i które swoim kształtem coraz bardziej przypominały krąg. Potem pojawiła się ogromna ognista kula, dysząca i pulsująca, w każdej chwili gotowa rozerwać się na miliony rozżarzonych cząstek. Mgnienie oka... i straszny wir z wiatru, muzyki i ognia zakręcił się w szalonym tańcu, w rytualnych pląsach, tworząc jednocześnie spójną jedność i rozproszone początki. Ognista kula nie wybuchła, lecz rozpadła się na mnóstwo jaskrawych gwiazd, z których każda wlokła za sobą cząstkę wiatru, cząstkę muzyki. Wokół każdej gwiazdy wschodziły światy jak zasiane przez Twórcę na niwie Kosmosu ziarna. Puszczały korzenie w kosmicznej przestrzeni, tankowały energię, wypełniając się duszą i sycąc się pokarmem Twórcy. Choć powstały z tej samej materii, każdy ze światów był niepowtarzalny. To były oddzielne życia, powstałe z jedności. 
   Potem pojawiła się kropla. Życiodajny płyn, pojący Kosmos, łza świata i początek źródeł. Kropla przyciągała następne krople... Powstał wir wodny, który, zakręciwszy się w dłoniach Twórcy, wpadł gwałtownymi kaskadami w objęcia Kosmosu. I rzucił się w dół, rozlewając się na oceany, morza, rzeki i jeziora. Błękitnymi sieciami pokrył światy i dał początek przyrodzie...


    Po stworzeniu wszystkiego, co materialne, Twórca tchnął w Kosmos duszę i obdarzył go naturalnymi i magicznymi siłami. Magia, której nie da się opisać i pojąć, prznikła do Kosmosu i zastygła się w nadziei, że w przyszłości do czegoś się przyda. Przeniknęła w głąb drzew i kamieni, opadła się na dna studzien i zakwitła z kwiatami. Póki co jeszcze drzemała. Póki co... Na razie...
 Twórca przyjrzał się swemu dziełu i poczuł dumę z dziecka, które spłodził. Następnie  przemówił, zwracając  się do wszystkiego, co żywe w Kosmosie: "Będę oddychał, a wy będziecie naśladować mój oddech, będę śpiewał, a wy będziecie powtarzać słowa mojej pieśni... Stworzę sobie dwóch pomocników - dwóch stróży, którzy będą odpowiedzialni za równowagę w przyrodzie. A wy będziecie mi pomagać. Oto oni - moi wierni słudzy, którzy staną się prawdziwymi władcami Wszechświata. Ja tymczasem poświęcę się kontemplacji..."


  

  

 Stróże Wszechświata, bogowie

 

    Kosmosem i każdym ze światów rządzi zasada równowagi, zgodnie z którą siła twórcza nie może się obyć bez siły niszczącej, ciemność walczy z jasnością, po nocy przychodzi dzień, a biała magia zmaga się z czarną magią.
Następnie Twórca stworzył dwóch najwyższych bogów Wszechświata: Stróża siły twórczej Or'Werrona i stróża siły niszczącej Tallaara.

  

 

 

Wielka Wojna Bogów

 

   Mijał czas... Raz szybciej, raz wolniej, niezmordowanie prąc naprzód, zmieniając powierzchowność bytu i delektując się swoją władzą nad wszystkim, co śmiertelne. Dwa najświetlejsze umysły, dwie równe siły, dwóch najwyższych bogów decydowało o losach Wszechświata. Zdawało się, że tak będzie zawsze... Cóż, zawiść i żądza władzy to uczucia, które nikomu nie są obce. Nawet najmądrzejsze istoty dają się czasem ponieść emocjom, obrać złą drogę... Pewnego razu Tallaarem zawładnęła żądza władzy... Skutki tego były żałosne...
Twórca powołał stróżów do życia, by dbali o równowagę w Kosmosie. Udzielił im pełnomocnictwa, a sam udał się na wieczną kontemplację. Ufał, że wierni słudzy będą służyć jemu i jego dziełu. Długi czas też tak było, potem jednakże nastał czas, kiedy jedna szala wagi przeważyła drugą i równowaga została naruszona.


   Niszcząca energia Tallaara coraz bardziej zaćmiewała jego umysł, przynosiła coraz więcej szkód i coraz mniej korzyści. Tallaar uwierzył z czasem, że jest lepszy, potężniejszy i bardziej utalentowany niż jego rywal, zaczął marzyć o jedynowładztwie w Kosmosię, planował  zaprowadzić swoje porządki, swoje prawo, swoją moralność, zapragnął podporządkować sobie wolę światów! Nie chcąc się więcej dzielić władzą ze stróżem siły twórczej, postanowił zająć miejsce Twórcy - jedynego władcy Wszechświata. Zło ulotniło się z puszki Pandory i puściło ohydne korzenie w głąb kosmicznej przestrzeni, niszcząc całe życie na swojej drodze. 
   Moc Tallaara rosła z dnia na dzień. Apogeum tego procesu nastąpiło w dniu, w którym Tallaar powołał do życia dziewięciu olbrzymów - gigantyczne kreatury, władające tak ogromną siłą, że były w stanie zniszczyć bogów! Tallaar wyposażył olbrzymów w broń o porażającej mocy - dziewięć mieczy chaosu. Od tego czasu kreatury zmiatały wszystko na swej drodze, niszcząc zaprowadzony przez Twórcę porządek i pogrążając światy w chaosie. 
Zimna wojna między stróżami przerodziła się w wojnę otwartą, wojnę nieobliczalną, wojnę dobra ze złem, światłości z ciemnością. Tallaar gromadził po swojej stronie coraz więcej sił, nawracał bogów na swoją wiarę, czyniąc z nich pomocników Chaosu. Sam stał się Chaosem!


   W rozmaitych zakątkach Kosmosu dochodziło do starć wrogich sił, czasami nawet do krwawych bitew, które gubiły całe światy.
Bitwa olbrzymów z bogami - stronnikami Or'Werrona przeobraziła świat Gluammey w jałową, przesiąkniętą krwią pustynię bez cienia nadziei na odrodzenie się życia. Olbrzymy, uzbrojone w straszne miecze, siały wszędzie spustoszenie. Leciały głowy, złowieszcze dźwięki uderzeń stali o stal nie milkły, nieśmiertelne dusze bogów opuszczały Kosmos, wydając ostatni krzyk - krzyk bólu i zwątpienia.
   W świecie Zelir słudzy Chaosu zderzyli się w ciężkim boju z bogiem morza Seanem oraz bogiem wiecznego lodu Astrinem. Wydawało się, że konflikt ten nigdy nie będzie miał końca. Szala przewagi przechylała się to na jedną, to na drugą stronę. Kiedy podłe szakale - pomocnicy Tallaara - okrążyły bogów, Sean zebrał ostatki sił i przywołał duchów mórz, a Astrin duchów lodów. Gigantyczna, granatowo-czarna, pieniąca się fala zalała świat i w mgnieniu oka przeobraziła się w lód, grzebiąc pod sobą sługi Chaosu i zamieniając niegdyś zielony Zelir w lodowe cmentarzysko.


    Światy ginęły jeden po drugim... Gasły gwiazdy Wszechświata... Bogowie dalej prowadzili ze sobą nieustające wojny, życie skazane było na śmierć.
Stróż Or'Werron ogarnął posępnym spojrzeniem Kosmos i ujrzał popioły i zgliszcza, chłód i mrok. Pojął, że nie wiele brakuje, żeby Chaos zawładnął Kosmosem i stał sie jego jedynym i absolutnym władcą. I wyzwał Or'Werron Tallaara na pojedynek, który miał rozstrzygnąć los Wszechświata. Wrogowie mierzyli się wzrokiem pełnym nienawiści i pogardy. Jak dwa byki z zakrwawionymi oczami i dymiącymi parą nozdrzami, które, stukając kopytami o ziemię, szykują się do ataku, stóżowie stali naprzeciw siebie i czekali. Czekali... "Nadzieja jest matką głupich..." - zachrypiał Tallaar i wymierzył w stróża siły twórczej ognisty kłąb z setek rażących prądem błyskawic! Wtenczas Or'Werron przyzwał duchów drzew, które grubymi korzeniami wbiły się w ziemię wokół Tallaara i w mgnieniu oka oplotły go gęstą siecią gałęzi. Stóż siły niszczącej zdołał uwolnić się z drewnianego uścisku i potraktował przeciwnika kamiennym gradem o tak strasznej sile, że w promieniu dziesiątek kilometrów zgładził całe życie. Or'Werron nawet nie drgnął, a Tallaar miotał już w niego rwące ogniste potoki, które rwały się do przodu z niesłychaną siłą, obracając wszystko w popiół. Or'Werron nie stracił panowania nad sobą, zgromadził całą siłę Kosmosu i puścił falę na ogień, który zatrzeszczał, ginąc pod strumieniami wody... Długo zmagali się ze sobą stróżowie, demonstrując moc i próbując pokonać rywala, lecz na próżno - siły ich były wyrównane.  Nieznacznie osłabieni, nie mniej jednak wciąż jeszcze pełni determinacji, wrogowie zniszczyli praktycznie całe dzieło Twórcy. Wydawało się, że wojna ta trwać będzie wieczność...


   I zrozumiał Or'Werron, że zdoła uwolnić Wszechświat przed zagładą tylko kosztem swojego istnienia. Jeśli zniknie w Niebycie, los jego - zgodnie z regułą równowagi - stanie się również udziałem Tallaara.  
  Stróż siły twórczej podjął jedyną słuszną w danej chwili decyzję... Decyzję, która zbawiła Wszechświat...
Absolutna cisza zapanowała nagle w Kosmosie. Wszystko jakby zawisło w powietrzu, zamilkło. I nagle powiał wiatr, nieśmiało badając drogę... I stawał się coraz silniejszy, coraz potężniejszy. I nagle zerwał się huragan, groźnie miotając się po przestworzach Kosmosu. Wiatr wył i huczał, krzyczał, trzaskał i skowyczał... Z daleka zabrzmiały słowa, które ledwo co można było usłyszeć...
 -  Żyj... chora... istniej... Jesteś, będziesz trwać. Odrodźcie się, siły niebieskie, sprawujcie pieczę nad wolą i rozumem wyższych istot...  Zamknijcie ich na cztery spusty i nie pozwólcie więcej panować... Jeśli odejdzie jeden, będzie musiał odejść i drugi... Równowaga została przywrócona...
Jak tylko przebrzmiały te słowa, wiatr zakręcił się z szaleńczą prędkością, tworząc lej gigantycznych rozmiarów... Lej ten rozwarł się szeroko jak paszcza potwora i wessał w siebie najwyższych bogów... Potem zapadła cisza, wiatr ucichł jakby go nigdy nie było. I nastał koniec wszystkiego...

 



 
Witamy na oficjalnej stronie bezpłatnej gry RPG online (gry online, mmorpg) «Legenda: Wojna Smoków». Przeglądarkowe gry RPG (rpg) nie wymagają wykupienia abonamentu ani instalacji specjalnych programów. Znajdujące się na tej stronie bezpłatne gry wykonane w technologii Flash (gry flash online) można swobodnie rozpowszechniać w celach niekomercyjnych.
© 2006-2018. Powered by My.Com B.V.
OWH | Ochrona danych